Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
413 postów 2186 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.48

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W swoich działaniach kierowałem się zasadą: NEVER GIVE UP - (Nigdy się nie poddawaj). Chociaż w życiu obowiązują inne zasady: 1. Gotówka potrafi mówić i otwiera wszystkie drzwi. 2. Cash is the King of the World – („Gotówka jest królem świata”)

ELEMIS – FABRYKA CUDÓW.

ELEMIS był fabryką kolorowych telewizorów, która powstała z inicjatywy 1-go Sekretarza PZPR Edwarda Gierka w latach siedemdziesiątych. Jego zamiarem i ambicją wtedy - było to, aby każdy obywatel PRL miał telewizor. Inwestycja budowana jak zwykle, z wielkim rozmachem, na byłym terenie wojskowym, zakładała produkcję kilku milionów odbiorników telewizyjnych rocznie, nie tylko dla kraju, ale i na eksport.

Nie udało się zrealizować tej idei do końca, ponieważ wkrótce lawina zdarzeń historycznych zredukowała ambitne plany Gierka do niewielkiej, w skali roku produkcji. Pomimo tego marka telewizorów zaistniała szeroko na rynku. W czasach stanu wojennego Elemis rozwijał się nieźle, ale ostatecznie transformacja ustrojowa i otwarcie granic na konkurencyjne towary z Europy i Azji, o dużo lepszej technologii, w krótkim czasie doprowadziły do upadłości firmy. Tak przynajmniej twierdzili "eksperci ekonomii" - w czasach "transformacji ustrojowej".
Pozostał jednak... bardzo duży majątek fabryki; technologia oraz linie produkcyjne, jaki i olbrzymi teren, obsypany budynkami produkcyjnymi i biurami.

Patrząc wstecz i posługując się wzorcami zachodnimi do dziś dnia, nie mogę zrozumieć, jak może upaść firma posiadająca taki majątek?
Przecież, właśnie w oparciu o ten majątek, można było wziąć kredyt i rozpocząć jakąś nową, inną działalność. Można było, po prostu sprzedać czy upłynnić lub wynająć część nieruchomości i dobrze funkcjonować dalej.

Firmie ELEMIS, po prostu w pewnym momencie zabrakło dobrego właściciela, który wyprowadziłby całą firmę z zapaści. Oczywiście, mówię tu o normalnych warunkach gospodarki rynkowej.
Bez kontroli biurokracji czy też narzuconej w określonym celu ideologii...transformacji...

Oceniając obiektywnie, po czasie, całą tę transakcję, zastanawiałem się długo:
czy Państwo może być właściwie takim dobrym właścicielem? Może lepiej wszystko sprywatyzować..?
Ale...jak wtedy sfinansować oraz zadbać o szeroko rozumiane interesy wspólne Państwa i jego obywateli?
Tylko poprzez uzyskiwanie dochodów Państwa poprzez odpowiednie podatki?
Czy konieczna jest do tego właściwa świadomość obywatelska?
No i właściwie zrozumiana Polska Racja Stanu. 

Odpowiedź brzmi: Z pewnością TAK. Nasuwa się jednak drugie pytanie:
Czy to było i czy jest możliwe...no i pożądane poprzez byłe i obecnie królujące elity polityczne kraju?
Odpowiedź - Na pewno NIE.

Obecnie jestem przekonany, że ELEMIS był celowo dołowany, aby ktoś mógł tę fabrykę docelowo - tanio kupić.
Taki scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny.
Niestety, przypadkiem pojawiłem się ja... a nie można już było procesu upadłości odwrócić.

Moim zdaniem ostatnie 28 lat i cały proces tzw. "Transformacji Ustrojowej" - był sterowanym procesem upadłości Polski i Narodu: dorobku lat przedwojennych i powojennych PRL-u.

O ELEMIS-ie dowiedziałem się w 1998 roku. Natychmiast rozpocząłem starania, aby go kupić.
Firmę sprzedawał syndyk w formie przetargu; całą transakcję nadzorował Sąd, w osobie słynnego i nieco
kontrowersyjnego Sędziego Dariusza Czajki. Wielokrotnie był on oskarżany, o działania niezgodne z prawem.
Ja absolutnie nie odniosłem takiego wrażenia. Wobec mnie zachowywał się bez zarzutu.

Złożono kilka ofert; ale moja okazała się najlepsza. Bezwarunkowa i co ważne - cała proponowana kwota zakupu wypływała jednorazowo. Inni oferenci próbowali negocjować cenę albo rozłożyć ją na raty – aby w ostateczności uniknąć płatności czyli próbowali najlepiej nic nie zapłacić...

Z Panem Sędzią Czajka widziałem się tylko 2 razy - w Sądzie oraz w jego kancelarii, po zakończeniu przetargu. Wobec mnie - zachował się absolutnie bez zarzutu. Pogratulował nowej inwestycji i zapytał tylko o mój zawód oraz plany, a na koniec dodał - czy napewno jestem w stanie sfinansować tę transakcję?
Odpowiedziałem: Tak, choć nie miałem jeszcze wtedy całkowitej pewności, musiałem sfinalizować mały kredyt - ale w sumie wszystko poszło bez żadnych problemów.

Pamiętam pierwszy dzień, kiedy spacerowałem po fabryce, już jako właściciel - razem, ze swoim przyjacielem Jurkiem Klasickim, prezesem dawnego PRIM BR.
Obiecał mi pomóc w postawieniu ELEMIS-u „na nogi” - jako Centrum Magazynowo - Logistyczne.
Padał deszcz, było ciemnawo i zimno.Chodziliśmy obaj niemal w milczeniu, po zaniedbanych placach, zawalonych śmieciami, gruzem oraz przeciekających halach produkcyjnych...
Jurkowi, który był tam pierwszy raz, podczas inspekcji... wyrwał się z ust tylko jeden komentarz:
"Ryszard - aleś się wpie......ł. Nie wiem - co ty teraz zrobisz z tym cały bałaganem i z tymi ludźmi?
Przecież wszystkim trzeba dać odprawy, magazyny trzeba będzie naprawić, załatać dziury w dachach!
Biurowce do kapitalnego remontu.... Najlepiej byłoby to wszystko zburzyć...i zacząć od nowa..."

Jego zdaniem - to było zadanie niemal niemożliwe, niewykonalne. A już z pewnością nieopłacalne.
Odpowiedziałem, patrząc mu prosto w oczy:
"Pożyjemy - zobaczymy...".
W swoich działaniach zawsze kierowałem się złotą zasadą: NEVER GIVE UP - (Nigdy się nie poddawaj).

Patrząc z perspektywy czasu, na ówczesne doświadczenia np. w ELEMIS-ie oraz inne codzienne działania:
obecnie dochodzę do konkluzji, że działając w Polsce, po swoich doświadczeniach australijskich...żyłem jakby w innym, nienormalnym świecie...Widziałem wokół siebie mnóstwo jakby niedowiarków i nieudaczników, rosnącą ilość żebraków życia i coraz więcej nienormalności. Każdy z reguły był negatywnie do wszystkiego nastawiony.
 
Zastanawiałem się więc wtedy często:
"Czy to jest moja wina? Czy też brak wyobraźni? A jeśli tak...- to u kogo?
Czy to ja - mam pójść po rozum do... psychiatry własnej głowy?
Czy może szukać należy pomocy...jeśli tak to gdzie...?
Wśród wątpliwości nieudaczników życia, czy raczej logiki własnego rozumu...
Czy też np nieskończoności mądrości boskiej - czy alternatywnie mądrości wszechświata?

Reasumując sprawy ELEMIS-u…

Po dwóch latach konstruktywnego myślenia i przede wszystkim ciężkiej kreatywnej pracy..., wszystko się udało:
Całej załodze wypłaciliśmy należne im odprawy; Maszyny, urządzenia i technologię do produkcji telewizorów sprzedaliśmy za całkiem sporą kwotę - tureckiej firmie TELESTAR, która dodatkowo wynajęła dużą halę produkcyjną (na produkcję telewizorów) - i za wszystko zapłacili - "z góry", gotówką.
Część terenu wraz z budynkami biurowymi, wydzieliłem i sprzedałem firmie, która miała umowę najmu na biura dla PZU Życie. Po sprzedaży jeszcze jednego kawałka gruntu, mieliśmy w sumie ponad 25 hektarów terenów przemysłowych, wraz z torami kolejowymi... w Warszawie... wprawdzie na Targówku, ale jednak w stolicy kraju – wszystko w sumie - prawie za darmo...

Pozostało nam również kilkadziesiąt tysięcy metrów hal produkcyjnych i sporo wolnych gruntów.
Stopniowo zgodnie z planem rozpoczeliśmy remonty starych hal, na wolnych terenach stawiałem nowe.
Ale tylko wtedy, gdy udało nam się znaleźć kolejnego najemcę.
W ten sposób w ciągu 2-óch lat dokonaliśmy cudu transformacji ELEMIS-u.
Z upadłości na prężnie działającą i dochodową firmę.
Dokonaliśmy tego raptem w trzyosobowym zespole, z architektem oraz grupą podwykonawców.
Obecnie - ELEMIS (pod inną nazwą) - jest świetnie prosperującą firmą.
Wynajmuje powierzchnie, prowadzi wiele innych działalności, daje zatrudnienie wielu osobom...
Nie jest już moją własnością, ale to bez znaczenia.
To ja przywróciłem Elemis do życia i świetności.

Tak właśnie trzeba budować nasz kraj – który przecież należy do obywateli.

Rozwój całego projektu finansowałem z bieżących przychodów oraz częściowo podpieraliśmy się kredytem z Banku ING. Zmiany były naprawdę budujące, wszyscy wokół nas podziwiali. Nawet...Bank.

W rezultacie dość szybko, w październiku 2000 dostałem (z Banku ING) propozycję "sprzedaży"... ELEMIS-u - do Banku ING na zasadach tzw. „leasingu operacyjnego”. Początkowo podchodziłem do tego raczej sceptycznie, bardzo ostrożnie. ELEMIS był coraz bardziej dochodowy, nie było potrzeby sprzedaży, ale Prezes Banku, przekonywał mnie, że właściwie niewiele się zmieni. Owszem, własność całej nieruchomości zostanie przepisana na bank, ale po spłacie wszystkich rat w ciągu 15 lat, będę miał opcję odkupienia całości.
(Tak jak dzieje się np. z leasingiem samochodu). To dobry interes dla mnie i dla Banku, twierdzili... 

Mimo takiej opcji - byłem nadal sceptyczny. Zgodziłem się dopiero, gdy zrozumiałem powody takiej oferty Banku, który chciał stworzyć nowy, duży Fundusz Inwestycyjny w nieruchomościach, więc potrzebował kilku atrakcyjnych dochodowych firm, aby ściągnąć kapitał z rynku. Mój ELEMIS był dla nich w pewnym sensie wzorcowy.
Było to logiczne i dla mnie całkowicie zrozumiałe.
Po sfinalizowaniu transakcji, zarządzanie nieruchomością pozostawało w moich rękach, a przychody generowane z najmu powierzchni były wystarczające, by spłacać raty leasingu. Prócz tego, spora kwota dochodów z najmu, pozostawała w spółce. Były też uzasadnione, zgodne z prawem - zwolnienia podatkowe.

Największą jednak korzyścą sprzedaży ELEMIS-u, jako transakcji leasingu operacyjnego, było pozyskanie dużej gotówki. A to było zgodne z moimi interesami, no i dwoma własnymi powiedzeniami, które pamiętałem dobrze i to jeszcze z Australii. Brzmiały one tak:

1. „Cash talks and opens all doors”, („Gotówka potrafi mówić i otwiera wszystkie drzwi”).
2. „Cash is the King” – („Gotówka jest królem”)

Zgodziłem się więc sprzedać Elemis do Banku ING, za kwotę 125 mln zł (netto)  w ramach proponowanego leasingu operacyjnego.
Przez dłuższy czas zastanawiałem się - co robić i gdzie zainwestować- tak pozyskaną gotówkę?

W międzyczasie postanowiłem ulokować ją w Banku Pekao SA. W tamtym czasie sądziłem, będąc całkowicie przekonany, że to jeden z liderów i najbardziej wiarygodnych banków w Polsce.
Moja decyzja, była największym błedem mojego życia...

PEKAO SA – ELEKTRIM SA.

Później, niestety za późno, zorientowałem się, że Pekao SA. to największy oszust w bankowości naszego kraju przynajmniej wtedy, pod zarządem ówczesnych właścicieli – Włochów z Banku UniCredito...
Niestety w tamtym czasie, kierowałem się naiwnością i przekonaniem „wywiezionym” z Australii, że Banki to instytucje zaufania publicznego – i wprost nie mogą działać w sposób przestępczy...

Koniec Odcinka 48

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • PRL to nie byl technologicznie zacofany kraj i dlatego polski przemysl
    zostal zniszczony. Statystyki z lat 70 tych pokazuja , ze Polska byla jednym z 20 najwiekszych eksporterow swiata w prawie wszystkim. W niektorych produktach w pierwszej dziesiatce. Po ucieczce z komuny do USA w 1978 zobaczylem to na wlasne oczy jaka byla prawda. Polskie ciuchy, buty, o jakosci swiatowej, nie widziane w Polsce, byly w USA najtansze. Polskie maszyny( tokarki, frezarki), narzedzia, przyrzady miernicze o jakosci swiatowej byly w USA najtansze. Na poziomie japonskich ale o polowe tansze. Dla przykladu: Mikrometr 1", polski kosztowal $15, japonski $30, amerykanski $60, szwajcarski $80. Wszystkie na tym samym poziomie. Zaczalem w USA pracowac w fabrykach i odkrylem ,ze park maszynowy to nieraz maszyny z przed pierwszej wojny swiatowej napedzane pasami co w Polsce bylo nie do pomyslenia.
    Przemiana ustrojowa w Polsce to bylo rozmontowanie nowoczesnego przemyslu, produkujacego za grosze i dajacego zachodnim handlarzom niezle zyski i przeniesienie tej produkcji do Chin by mozna Chinczykow jak Polakow robic w bambuko bo Polacy zaczeli sie budzic z letargu. Chinczycy jednak okazali sie bardzo cwani. Wszystkie fabryki, ktore do nich przeniesiono skopiowali kilkakrotnie i majac w zadzie umowy patentowe zalali swiat podrobami identycznymi jak original. Teraz wychodza z wlasnymi produktami, calkiem na poziomie. I teraz USA ma problem. Wychodowali sobie zmije na wlasnej piersi. Czy nie lepiej bylo by produkcje w Polsce zostawic i zaczac Polakom godziwie placic?
  • @staszek kieliszek 07:59:42
    Chytry 2 razy traci. Teraz Chińczycy nakopią do dupy zachodowi.
  • @staszek kieliszek 07:59:42
    " I teraz USA ma problem. Wychodowali sobie zmije na wlasnej piersi. Czy nie lepiej bylo by produkcje w Polsce zostawic i zaczac Polakom godziwie placic? "

    To by się nazywało "Druga Japonia".
    Tyle, że w 1945 rynki gospodarcze były pozamykane a w 1990 już pootwierane (Chiny były/są wyjątkiem).
  • Czy
    Fabryka Elemis, to było to samo co Polkolor w Piasecznie?
  • @staszek kieliszek 07:59:42
    Absolutnie się zgadzam.
    Patrząc wstecz, coraz bardziej widzę, że lata PRL - wcale nie były takie złe dla Polski.
    I to wcale nie jest sentymentalny, myślowy powrót do lat młodości.
    Owszem były rozmaite problemy; ideologia, która nam młodym wtedy wogóle nie pasowała, ale... z drugiej strony...

    Gdzie by była teraz Polska... gdyby Pakt Mołotow - Ribbentrop utrzymał się i nie został zerwany agresją Niemiecką na ZSRR.
    Gdzie by była teraz Polska, gdyby nie Stalin i Armia Czerwona.

    Przecież Alianci NIGDY by nie przywrócili - Polsce - Niepodległości.

    I co by się stało z Polską, gdyby nie było totalitaryzmu narzuconego przez ówczesny układ, sterowany poprzez PZPR.

    Co by się stało gdyby w powojennej Polsce rządziły partie: PO i PiS...

    Odpowiedź na te pytania moim zdaniem jest prosta.
    POLSKI by nie było. A tak...jaka ona jest to jest - ale jest...

    Zdaje sobie sprawę - moje poglądy mogą wzbudzać duże kontrowersje
    ale może warto by się kiedyś nad tym wszystkim zastanowić.

    Pozdrawiam
  • Kultura korporacyjna ...
    Te dwa Banki różniła znacząco kultura kierownictwa.
    I tego zagranicznego (Holandia - Włochy).
    I tego Polskiego (Śląsk - Warszawa).

    Ciekawe czy na Polskich uczelniach robi się badania i porównania zmian w kulturze korporacyjnej konkretnych Banków.
  • @zbig71 12:47:27
    Nie.
    Fabryka Elemis była w Warszawie - Ul Matuszewska 14, Targówek.
    To był taki drugi Polkolor, który miał dużo większe szanse rozwoju - dużo większy teren - ponad 30 ha. Wtedy Tow Gierek, bardzo chciał w Polsce rozwijać produkcję telewizorów a możliwości Polkoloru były ograniczone.
    Polkolor miał tylko kilka hektarów terenu i nie mógł się dalej rozwijać.

    Natomiast PRIM BR, był naprzeciwko Polkoloru w Piasecznie, miał ten sam teren, około 5 ha i kiedyś, jak byłem właścicielem PRIM BR, próbowałem nawet obie fabryki połączyć.

    Pozdrawiam
  • @autor
    http://m.neon24.pl/75dde5467a92153666497306f86b9c54,13,0.jpg

    pytanie

    "Patrząc wstecz i posługując się wzorcami zachodnimi do dziś dnia, nie mogę zrozumieć, jak może upaść firma posiadająca taki majątek? "

    odpowiedź

    "Obecnie jestem przekonany, że ELEMIS był celowo dołowany, aby ktoś mógł tę fabrykę docelowo - tanio kupić.
    Taki scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny.
    Niestety, przypadkiem pojawiłem się ja... a nie można już było procesu upadłości odwrócić."

    spaczona perspektywa

    "Złożono kilka ofert; ale moja okazała się najlepsza. Bezwarunkowa i co ważne - cała proponowana kwota zakupu wypływała jednorazowo. Inni oferenci próbowali negocjować cenę albo rozłożyć ją na raty – aby w ostateczności uniknąć płatności czyli próbowali najlepiej nic nie zapłacić... "
    podczas polskiej transformacji takie czynniki nie grały żadnej roli
    wygrał Pan na całkiem innch zasadach, które pozostaną nam nieznane

    Pozostaje zastanowić się, po której stronie Pan grał - przecież nie po stronie rabowanego narodu polskiego,

    ale po tej drugiej stronie, też była walka na kły i pazury o każdy kawałek sukna,

    może ktoś miał całkiem precyzyjny plan - dlaczego Pan nie bierze pod uwagę długoplanowych zamiarów operowania majątkiem za pomocą pożytecznych idiotów, do których mógł się zaliczać i Pan ?
  • @Ryszard Opara 12:50:22
    http://m.neon24.pl/75dde5467a92153666497306f86b9c54,13,0.jpg

    z tym trzeba się zgodzić

    "Co by się stało gdyby w powojennej Polsce rządziły partie: PO i PiS...
    Odpowiedź na te pytania moim zdaniem jest prosta.
    POLSKI by nie było."
  • @interesariusz z PL 13:16:53
    czasy idą nowym torem, jednak bywają zawracane
  • @Ryszard Opara 12:50:22
    Kiedyś Andrzej Gwiazda referował rozmowę na temat polskiej gospodarki z amerykańskim kongresmenem czy też senatorem. . Otóż ten senator stwierdził, że nie mogą pozwolić polskiej gospodarce na rozwój, albowiem stanowiła by zbyt duże zagrożenie dla amerykańskiej. Ot i cała tajemnica kolejnego rozbioru Polski.
    PKO-S.A. wykończyło nie tylko Pana. Przecież fabrykę makaronów MALMA też załatwili, bo zagrażała włoskiej firmie o takim samym profilu. Ci dyrektorzy z PKO- wcześnie zarządzali tą włoską fabryką makaronów.
    W biznesie jak życie pokazuje, nie ma sentymentów- jest to jak zawsze twierdzę po prostu wojna. Wygrywa najbardziej cyniczny, cwany, bezwzględny, bez skrupułów. "Mięczaki" nie mają czego tam szukać.
    Zresztą wystarczy posłuchać Sumlińskiego lub poczytać jego książki choćby "Niebezpieczne związki Tuska" czy Komorowskiego.
    Tam wszystko udokumentowane i opisane.
  • @zadziwiony 22:04:36
    Szanowny Panie,

    Ma Pan dużo racji w tym co Pan pisze - ale nie wszędzie tak jest.
    Na przykład w Australii jest inaczej. Banki nie mogą działać na szkodę swoich klientów - a jeżeli tak zrobią - Banki są eliminowane z Urzędu.
    Jest prawdziwa, niezależna Komisja Nadzoru Finansowego, jest też niezależny Federal Reserve Bank.

    Owszem, w Australii też zostałem w ostateczności oszukany - ale stało się to nie przez Banki - ale "emigrantów z Europy i Bliskiego Wschodu".
    Głównie dlatego, że chciałem zdobyć pozycje lidera rynku.

    Polska jest krajem szczególnym - właśnie pod tym względem.
    Być może to rezultat wielu lat Rozbiorów Kraju w XiX wieku - a potem okupacji niemieckiej (hitlerowskiej), radzieckiej (bolszewickiej) - w czasie których "Polacy" w dużej mierze zmienili się jako nardód - nauczyli się rozmaitych kombinacji.
    W tym czasie wyeliminowano też Polski Elity, które zostały zlikwidowane albo zmuszone do emigracji.

    W rezultacie, niestety Polska stała się krajem "złodziei i oszustów", których wprawdzie jest niewielu - ale zajmują pozycję elit politycznych i zabezpieczyły sobie "w swoich interesach" - współpracę z Wymiarem Sprawiedliwości. Mają też w kieszeni media - a więc mogą rządzić.
  • w kwestii jakości elit....
    Jest jak jest.

    Kiedyś nie wierzyłem w te opinie o zdeprawowanych elitach. Sądziłem, że to tylko zdanie sfrustrowanych nieudaczników, którzy nie mają na kogo zrzucić winy.

    Aż do czasu, gdy w pewnej dość istotnej dla mnie, ale marginalnej dla ogółu sprawie (pominę, o co chodziło) dowiedziałem się przypadkiem, z rozmów kuluarowych, jak w Polsce odbywa się "zasięganie opinii biegłych" w sprawach sądowych.

    Rzecz miała miejsce w połowie lat 90-tych (chciałbym wierzyć, że od tego czasu coś się zmieniło).

    Chodziło o powołanie biegłego, od opinii którego zależało rozstrzygnięcie sprawy.

    Sprawa jak to sprawa, na dwoje babka wróżyła, wszystko zależało od interpretacji i przyjętych założeń i zdroworozsądkowego oglądu rzeczy, tak po prawdzie.

    Otóż przy okazji tej sprawy (rozmowy kuluarowe ze znajomym ze środowiska okołosądowego, który dał się pociągnąć za język, nieświadomy tego, że ujawnia tajemnice środowiskowe) dowiedziałem się, na czym myk polega.

    Otóż są biegli z zasady konserwatywni, tzw. pesymiści, którzy w danej sprawie zwykle zabierają głos na "NIE".

    Są także biegli "pozytywni" (tzw. optymiści), skłonni interpretować dany splot okoliczności "na korzyść".

    [A że spektrum spraw do rozstrzygnięcia w danej materii jest przewidywalne i kręci się wokół określonego przedziału możliwości interpretacyjnych, więc i wybór danego biegłego determinuje wynik opinii, ergo: wynik sprawy].

    A kto decydował wtedy o zasięgnięciu opinii takiego a nie innego biegłego? Ano sędzia rozstrzygający sprawę.

    I sędzia, któremu zależało na ujemnym dla klienta rozstrzygnięciu sprawy, zlecał sporządzenie opinii biegłemu "pesymiście". Jak nietrudno przewidzieć, w opinii padły mądre argumenty, owszem i co do zasady, należy zgodzić się z twierdzeniem, że... w sumie może niechby i nawet, ale... jednakże ostatecznie przeważyły argumenty na NIE.

    I to dokładnie jest przyczyna, dla której sędziowie w III RP za wszelką cenę broniły prawa do wyboru sędziego. (Jeśli są biegli pesymiści i optymiści, to równie dobrze taki sam podział może występować wśród sędziów, no nie?).

    Formalnie wszystko jest "wporzo", zasada obiektywnego rozpatrywania sprawy nie została naruszona, biegły (specjalista w danej sprawie) opinię wydał, sędzia orzekł zgodnie z nią.

    [Ów znajomy powiedział: jeśli miałby płacić Skarb Państwa "ludziom spoza", opinię wydaje X (pesymista). Jeśli miałby płacić Skarb Państwa "swoim", opinię wydaje Y (optymista) - w domyśle: na korzyść "swoich". I tylko gdy Kowalski ma zapłacić Nowakowi, a żaden nie szuka dojść, sprawa jest rozstrzygana w miarę obiektywnie.

    Chciałbym wierzyć, że taki mechanizm wyłaniania biegłych i rozstrzygania spraw to przeszłość... bardzo chciałbym w to wierzyć....
  • cd.
    ... Oczywiście obrona prawa prezesa do powierzania danych spraw wybranym przez siebie sędziom (uznaniowo!) ubrana była w opakowanie, które naród gładko łykał, w tw. płaszczyk "doświadczenia" i "specjalizacji" - że niby pani Kasia lepiej orzeka w sprawach o przysposobienie, bo to robi od lat, a pan Józek specjalizuje się w rozwodach, gdzie idzie o dużą kasę...

    Niby udało się PIS-owi przepchnąć losowy przydział spraw sędziom. Ale też ponoć nie do końca... prezes może zadecydować inaczej i ustalić, kto dany spór będzie rozstrzygał (nie wiem, jak to w praktyce wygląda, bo sądów unikam jak ognia).

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031